Szczerze mówiąc, ja chodzę z moimi ziomusiami do łazienki razem, chociaż nie widzę w tym głębszego sensu i w sumie denerwuje mnie, gdy one tak siedzą w tej kabinie, jakby nie wiadomo co robiły, potem myją ręce pół godziny i suszą drugie tyle... Kiedyś reagowałam na zapytania typu "Idziesz ze mną do łazienki?" pytaniem "Będę musiała cię podcierać?", bo naprawdę tego nie rozumiałam. Hm, nie żebym zrozumiała. Najwyraźniej kobiety same siebie nie rozumieją.
Ale tak się utarło i tak jest.
Być może chodzi właśnie o synchronizację pęcherzy, co widoczne jest zwłaszcza w szkołach, gdzie przerwy między lekcjami są codziennie o tej samej godzinie i nasze ciało przyzwyczaiło się do wydalania moczu właśnie w tym czasie.
Poza tym - pójdzie sobie laska do łazienki sama, a tam zgraja jakiś panienek, które oczywiście nakładają szóstą warstwę podkładu na pryszcz i pół błyszczyka na te "ponętne" wargi. Gdy jest sama, obrzucą ją wzrokiem, zapewne zamilkną lub zupełnie inaczej - ostentacyjnie będą okazywać swoją wyższość nad nią plotkowaniem o, chociażby, jakimś Janku, który zabrał je nad jezioro i porządnie wychędożył. Dziewczyna biedna, że musi tego słuchać, chociaż widzę, że akurat tutaj nasze grono porządnie by się z tego śmiało. Inne zaś wolą po prostu chodzić do łazienki z obstawą, żeby uniknąć takiej sytuacji.
A czas leci szybciej w kolejce, gdy się rozmawia!